Środą Popielcową rozpoczynamy w Kościele okres Wielkiego Postu.

Mówiąc najogólniej – Wielki Post to coś na wzór aerobiku … duchowego oczywiście, w którym najważniejsze są trzy ćwiczenia: jałmużna, modlitwa i post.

Czytania mszalne przeznaczone na Środę Popielcową od razu pokazują istotę Wielkiego Postu. Prorok Joel w I czytaniu stwierdza: „Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty!” (Jl 2, 12) Tak więc w Wielkim Poście chodzi o nawrócenie, ale nie takie zewnętrzne (rozdzieranie szat), ale nawrócenie serca, zmianę swego nastawienia do Boga.

Nie bez przyczyny porównałem przeżycie Wielkiego Postu do aerobiku, ponieważ by zmienić swe życie, trzeba się mocno nagimnastykować. Ćwiczenia, które początkowo wydają się proste, w pewnym momencie mogą mocno zaboleć, bo pokażą nasze słabości. W świecie, gdzie tak dużo przyjemności, nastawienia na własną wygodę, nagle mamy praktykować metody ascetyczne. Może to budzić nasz sprzeciw, ale chyba nie tędy droga.

Trzy ćwiczenia: jałmużna (czyli spojrzenie na drugą osobę, która potrzebuje mojej pomocy), modlitwa (czyli spojrzenie na Boga, który wzywa mnie do nawrócenia) i post (czyli spojrzenie na siebie i zawalczenie ze swymi słabościami) najlepiej przygotują nas do przeżycia radości Zmartwychwstania, a w gruncie rzeczy do nawrócenia.

Pytanie: czy warto? Wielki Post jest nam dany. Nikogo jednak nie można zmusić do przeżywania go w taki czy inny sposób. Jednak Kościół pokazuje nam w tym czasie swoją wielowiekową Tradycję, najlepszą drogę do nawrócenia. Po co więc szukać czegoś innego, kiedy mistrzowie życia duchowego przetestowali tę metodę na wskroś?

Myślę, że warto!

x.ŁB