Śmietnik miasta Jerozolima i jednocześnie wzgórze straceń. Tam giną skazańcy. Pod jednym z krzyży kilka osób wśród których jest Matka jednego z ukrzyżowanych. Choć nie lamentują na sposób opłaconych płaczek, całe ich ciała zdają się być bezgłośnym krzykiem trwogi. Nie ma już łez, wyczerpały się. Jest bezgraniczny ból i bezradność, które wyrazić może tylko milczenie.
Żołnierze skwapliwie i w pośpiechu wykonują swoją pracę, gapie powoli zbierają się do powrotu do swoich domów – ot, kolejny spektakl zakończony. Nic nowego.

Jeszcze tylko jakiś dźwięk z ust jednego ze skazańców: „wykonało się..” (J 19,30)

Dziwny bezruch powietrza i głucha cisza, w której zabrzmiały te słowa, przeraziły obecnych.
Sklepienie nieba stało się sine i zdało się zgniatać rzeczywistość jak cęgi kowala. I zakołysał się świat, zadrżała ziemia.. Wszyscy obecni wiedzieli już, że stało się coś, co wykracza poza granice ich poznania i zrozumienia.

A Zbawiciel „zstąpił do piekieł”.

 

 

 

(x.lh)