Na naszej stronie rozpoczynamy cykl artykułów – katechez – pod hasłem: „Poznaj swoją wiarę!”. Artykuły będą ukazywać się w każdy czwartek.

Na początek poruszamy tematy związane z Dekalogiem.

KRÓTKA HISTORIA TEGO, CO KAŻDY Z NAS ZNA

Pamiętam, jak będąc dzieckiem, uczęszczałem na nauki rekolekcyjne w swojej rodzinnej parafii. Ówczesny proboszcz zapraszał zwykle ojców redemptorystów. Z nauk rekolekcyjnych szczególnie w pamięci utkwiło mi jedno, które ojcowie wygłaszali do dzieci. Kazanie to powtarzane było regularnie rok w rok. Dialog kaznodziei z dziećmi rozpoczynał się zwykle od rozważań na temat znaków drogowych, by potem przejść do tajemniczych dziesięciu znaków, które stoją na drodze chrześcijanina i pomagają mu trafić do celu. Mowa była oczywiście o 10 Przykazaniach Bożych. Do niedawna zastanawiałem się, po co było to coroczne przypominanie o istnieniu Dekalogu. Każdy, kto uczęszczał na lekcje religii, przygotowywał się do przyjęcia I Komunii św., a potem bierzmowania, był niejako zmuszony do nauczenia się tychże, więc po co to było? Patrząc z perspektywy czasu, widzę jednak, że o Przykazaniach można by było mówić nie raz czy dwa razy w roku, ale co najmniej raz w miesiącu.

Przeciętny katolik o istnieniu Przykazań wie, niejeden pewnie potrafiłby z grubsza przedstawić historię otrzymania tablic z Dekalogiem przez Mojżesza. Pojawia się w tym miejscu pytanie: a co w materii przestrzegania Przykazań, co my właściwie o nich wiemy, czy znamy i rozumiemy sens tych „Dziesięciu Słów”? Zanim wykonamy „rzut oka” na każde z Przykazań, chcę, żebyś, drogi Czytelniku, przypomniał sobie, w jakich okolicznościach Bóg przekazał je swojemu Ludowi Wybranemu.

Uważny czytelnik Starego Testamentu zauważył zapewne, że tekst Dziesięciorga Przykazań pojawia się w nim dwukrotnie. Po raz pierwszy w Księdze Wyjścia, po raz wtóry w Księdze Powtórzonego Prawa. Mało tego, tekst zawartych tam przykazań jest zgoła różny od tego, który cierpliwe wbijali nam do głowy katecheci. Niejeden pewnie z satysfakcją i ulgą odnotuje fakt, że wersja katechizmowa jest o niebo krótsza od tej biblijnej. Dla wszystkich trzech wersji jedna cecha jest wspólna. Przykazania stanowią fundament Prawa, jakie Bóg ustanawia pośród swojego Narodu, którego dziedzicem jesteśmy my chrześcijanie – Nowy Izrael. Pojawiają się one w momencie, gdy naród żydowski, uciekłszy z Egiptu pod przewodnictwem Mojżesza, wędruje przez pustynię, stęka i niemiłosiernie marudzi. A to, że im lepiej było pod egipskim batem, bo mieli co jeść i gdzie spać, a to, że Bóg niechybnie prowadzi ich na zagładę. W takich okolicznościach, gdy założyli obóz u stóp góry Synaj (w Księdze Powtórzonego Prawa nosi ona nazwę Horeb), Pan wzywa do siebie Mojżesza, by wśród ognia obłoku i ciemności oznajmić je Żydom, i Swoim palcem wypisać na tablicach kamiennych, które potem z czcią przechowywano w Arce Przymierza. To nic, że zaraz po zejściu z góry, na której przebywał dość długo (Księga Wyjścia mówi o czterdziestu dniach i czterdziestu nocach), Mojżesz widzi obrazek, który tak „podnosi mu ciśnienie”, że płonąc gniewem rozbija święte tablice. Oto ci, którzy przysięgli, że wszystkich nakazów Pana będą przestrzegać, urządzili sobie niezłą hecę (zapoznanie się z tym, co się działo w obozie Izraelitów, jest, drogi Czytelniku, pracą domową dla Ciebie). Bóg natomiast pozostaje wierny Przymierzu, które zawarł ze swoim narodem na zawsze.

Tak w telegraficznym skrócie przedstawia się historia Dziesieciorga Przykazań. W ten sposób chciałbym rozpocząć cykl artykułów, w których przyjrzymy się wspólnie, ja i Ty, drogi Czytelniku, Dziesięciu Słowom, które Pan przekazał nam jako Swoje Prawo, zawierając jednocześnie Przymierze, które potem podtrzymał i uaktualnił nasz Zbawiciel Jezus Chrystus.

marrus