Dziesięć Przykazań Bożych za nami. Przed nami natomiast kolejny „pakiet” informacji. Dziś chcę rozpocząć cykl dotyczący grzechów, które tradycyjnie zwane są „siedmioma grzechami głównymi”. Jak zwykle jednak zanim przejdziemy do meritum, proponuję zrobić sobie tzw. ogólny wstęp do zarysu podstaw. No właśnie, a czym właściwie jest grzech? Słowo to tak nam już spowszedniało, że chyba nikt się nie zastanawia, o co w ogóle tutaj chodzi. A przecież grzech stanowi jeden z najważniejszych problemów człowieka i to od zarania dziejów.

Katechizm Kościoła Katolickiego mów nam, że grzech to brak miłości względem Boga i bliźniego. Gdy omawiam to zagadnienie z uczniami, mówię im od podwójnym znaczeniu grzechu. Z jednej strony grzechem jest, gdy czynię coś, co z dobrem i miłością nie ma za wiele wspólnego. Zwykle postępowanie takie zwykliśmy nazywać złym uczynkiem, chociaż spotkałem się też (o zgrozo) z określeniem – obrażanie Bozi. Druga strona medalu wskazuje na coś zupełnie przeciwnego – o grzechu mówimy również, gdy nie czynimy dobra czy uczynków miłości. Kiedy ostatnio zastanawiałeś się, Czytelniku drogi, nad słowami spowiedzi powszechnej? Najczęściej wypowiadamy je, klepiąc się bezmyślnie pięścią w pierś. Formuła spowiedzi powszechnej dobitnie jednak wskazuje sfery, w których powstaje grzech: „… myślą, mową UCZYNKIEM i ZANIEDBANIEM”. W tym momencie pada zwykle pytanie: A jak nic nie robię, to też jest grzech? No i tu jest pogrzebany przysłowiowy pies. Kiedy nie robisz nic, pozornie nie popełniasz grzechu, ale jednak „nic nierobienie” jest zaniedbaniem, a to już grzechem niewątpliwie jest.

Na przestrzeni wieków próbowano skatalogować i jakoś posortować grzechy ze względu na ich kaliber. Przyjęło się w tradycji Kościoła dzielić grzechy na dwie grupy – śmiertelne i powszednie, choć teologowie moraliści nie są zgodni co do szczegółów. Grzech śmiertelny definiowany jest jako taki, który, będąc wykroczeniem przeciw Bożemu prawu miłości, popełniany jest świadomie i dobrowolnie. Zakłada się zatem, że człowiek, popełniając grzech śmiertelny, ma pełne zrozumienie tego, że jego czyn stoi w sprzeczności z Bożym prawem i nadal świadomie popełnia takie wykroczenie. Grzech powszedni nie niszczy miłości Bożej, aczkolwiek rani ją i obraża.

Najłatwiej zrozumieć, o co chodzi, myśląc jak dziecko. Sam Zbawiciel powiedział zresztą, że trzeba być jak dziecko, aby wejść do nieba. Moim najmłodszym uczniom tak tłumaczę, co powoduje grzech. Pytam ich: Czy fajnie jest mieszkać w mieszkaniu, w którym wszędzie walają się śmieci? Czy Pan Jezus może zamieszkać w twoim sercu, gdy jest pełne śmieci? Bo grzech to paskudny śmieć, chwast, który lubi nasze serce opanować, zapuścić w nim korzenie i się rozrastać. Nasza ludzka natura nigdy nie będzie w stanie całkowicie się go pozbyć. Przykłady świętych pokazują, że im większą świętością się oni charakteryzowali, tym częściej można było ich spotkać przy konfesjonale. Tylko z pomocą Tego, Który chce z naszego serca mieć mieszkanie, możemy go wyplenić, ale tylko od nas zależy, jak długo ten stan się będzie utrzymywał.

No dobrze, ale dlaczego grzechy takie jak pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew i lenistwo nazywane są głównymi? Są nimi dlatego, że są fundamentem następnych, bo grzech powoduje skłonność do grzechu. Kto z nas spowiada się zawsze z innych grzechów, ręka w górę. Nikt? No właśnie.

marrus