„Pamiętaj, abyś dzień święty święcił!”

Na potrzeby dzisiejszej katechezy postanowiłem przyłożyć tu i ówdzie ucho i posłuchać, co się mówi o świętowaniu dnia świętego. Zanim przedstawię, co usłyszałem, a co spowodowało jeżenie się włosów na mojej głowie, względnie rozbawienie, klika słów wprowadzenia.

Świat chrześcijański zna różne nazwy tego dnia. Teologicznie najuboższą jest właśnie nasza swojska, polska „niedziela”, gdyż wskazuje jedynie na niedziałanie, czyli powstrzymanie się od pracy. Języki takie jak niemiecki (Sonntag) i angielski (Sunday) wskazują na starożytną tradycję chrześcijańską, porównującą zmartwychwstającego Chrystusa do wschodzącego o poranku słońca. Języki francuski i włoski znają ten dzień odpowiednio jako dimanche i domenica, co oznacza „dzień Pański”. Najbogatsze w wyrazie jest rosyjskie вoскресенье (waskriesien´je), co na polski tłumaczy się dosłownie „zmartwychwstanie” i pokazuje, co chrześcijanin powinien w tym dniu świętować i co jest największą wartością tego dnia. Oprócz etymologii nasuwa mi się jeszcze jedno skojarzenie. Mianowicie niedziela jest dla tygodnia tym, czym Wielkanoc dla całego roku – fundamentem życia Kościoła, bez którego wiara nie ma sensu.

Ksiądz Jan Giriatowicz zwykł mawiać, że w niedzielę należy spotkać się z Bogiem w świątyni, a potem spędzić czas z rodziną i znajomymi. Słuchając, co mówią ludzie, zauważyłem, że akcent przesunął się raczej na tę drugą sferę. Spotkanie z Bogiem wydaje się drugorzędne lub wręcz nieistotne. Przytoczę w tym miejscu kilka wypowiedzi na temat: „Dlaczego nie chodzę w niedzielę do kościoła?”- Bo w kościele latem jest za duszno, a zimą za zimno (a co z wiosną i jesienią?), bo księża ciągle chcą pieniędzy (ciekawe, że najwięcej w tym temacie do powiedzenia mają ci, których w kościele nie uświadczysz),  bo nie mam czasu, bo mi się nie chce (biedne MISIE) i mój ulubiony argument – bo jadę z rodziną na rolki. Osobną grupę stanowią ci, którzy traktują kościół jak dentystę, tzn. chodzą, gdy poczują taką potrzebę. Wyraźnie widać, że niedziela dla wyżej cytowanych to przede wszystkim  przykry obowiązek pójścia do kościoła. Tymczasem nie chodzi o to, żeby tylko pójść, ale żeby UCZESTNICZYĆ WE MSZY ŚWIĘTEJ i to nie na pozycji „milczącego stacza” i „liturgicznego kucacza”, ale aktywnego uczestnika liturgii, której zwieńczeniem jest przyjęcie z czystym sercem Najświętszego Ciała Chrystusa. Tak przeżyta Eucharystia  (dosłownie „dziękczynienie”) – spotkanie ze Zbawicielem, otwiera drogę do spotkania z drugim człowiekiem.

Myślę, że podanych powyżej zasłyszanych przeze mnie argumentów nie ma co komentować (choć nie mogłem się oprzeć). Chciałbym, żebyś sobie, Czytelniku, uświadomił prostą rzecz, na którą nie zwracamy uwagi. Otóż w tygodniu mamy 7 dni, których łączna ilość godzin wynosi 168. W przeliczeniu na minuty wynosi to odpowiednio 10080 minut. Przeciętna msza święta trwa od 45 do 60 minut. Pan chce od nas TYLKO jednej godziny w tygodniu, a do dyspozycji pozostawia nam jakieś 10020 minut. Ciężko zrozumieć tych, dla których te 45 minut jest aż tak cenne, że nie chcą się nim podzielić z Bogiem.

Na koniec przykład pozytywny, żeby nie było, że się tylko czepiam (opisywane wydarzenie jest jak najbardziej prawdziwe). Otóż w urzędzie X w chwili przerwy pani A i pani B rozmawiają o uczestnictwie w niedzielnej mszy świętej, kazaniu, ogłoszeniach itp. Podchodzi do nich pani C i mówi: „Wiecie co, dziewczyny? Tak się nasłuchałam, jak opowiadacie, że chodzenie w niedzielę do kościoła daje wam siły na cały tydzień i w ogóle lepiej się człowiekowi wszystko w życiu układa, że też zaczęłam chodzić. I wiecie co? Miałyście rację!”

Zdaję sobie sprawę, że nieprzekonanych nie przekonam. Niewielu z nich pewnie te słowa czyta. Przekonanych zaś nie ma co drugi raz przekonywać. Pozostaje się zwrócić do tych drugich – katechezy, kazania, moje wymądrzanie się na nic się zda, gdy zabraknie naszego przykładu i świadectwa w środowisku, w którym żyjemy. Wszak każdy z nas ochrzczonych bierze udział w misyjnej działalności Kościoła – głoszeniu ludziom Chrystusa przez przykład chrześcijańskiego stylu życia.

Przy okazji życzę wszystkim błogosławionych Świąt. Nie Zmartwychwstały Pan obdarzy łaską do dawania świadectwa tym, którzy tego potrzebują, i tym, którym da ono umocnienie w dobrym postępowaniu.

marrus