W katalogu grzechów głównych kolejnym po pysze jest chciwość.

Rozumiemy ją najczęściej jako niepohamowane pragnienie bogacenia się, zdobywania dóbr. Żeby się dobrze zrozumieć, należy zauważyć, że w bogaceniu się nie ma nic złego.  Każdy zdrowo patrzący na życie człowiek chce pracować, a co za tym idzie – zdobywać dobra materialne w postaci pieniędzy na przykład.

Problem pojawia się, gdy zdobywanie dóbr materialnych przeradza się w chęć posiadania ich za wszelką cenę i w jak największych ilościach. Problemu tego dotknęliśmy, analizując Przykazania Boże, gdy podawałem biblijny przykład bogacza i biedaka. Dziś chciałbym ten tekst przypomnieć.

Mowa jest tu o miasteczku, w którym żyje dwóch naszych bohaterów. Ten, który jest bogaty, przedstawiany jest jako człowiek, który posiada wiele dóbr. Można się domyślać, że dysponuje wielką posiadłością, na którą składają się okazały dom, pola uprawne, winnice oraz stada owiec i innego bydła. W tej samej miejscowości mieszka wraz z rodziną biedak posiadający jedną jedyną owieczkę, która stała się niejako członkiem jego rodziny. Nie spodziewał się chyba, że jego szczęście nie potrawa już długo, bo bogacz, nie chcąc poświęcić jednej ze swoich licznych owiec na potrawę dla gościa, każe zabrać owieczkę biedakowi.

Historia zna wiele podobnych przykładów. Ludzie wszystkich czasów chcieli posiadać bogactwo i posiadać je w nadmiarze, bo jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nawet przy okazji tak szczytnego celu, jakim było uwolnienie Grobu Pańskiego spod władzy Turków seldżuckich, szukano okazji, by się obłowić. Rycerze wyruszający na krucjaty nie zawsze za główny cel stawiali sobie to, do czego wezwał ich papież Urban II. Jedna z wypraw zrobiła sobie, mówiąc kolokwialnie, skok w bok i zamiast walczyć z najeźdźcą, który blokował na wszelkie sposoby możliwość pielgrzymowania do świętych dla każdego chrześcijanina miejsc, postanowili złupić Konstantynopol, któremu nomen omen Turcy właśnie zagrażali.

Aby dowieść, że bycie bogatym nie jest niczym złym, o ile ten, którego to dotyczy, ma wszelkie priorytety moralne prawidłowo poukładane, przywołajmy przykład biblijnego Hioba. To właśnie on jak nikt pokazuje, że bogactwo jest rzeczą nabytą i nie należy do niego przywiązywać zbytniej wagi. Hiob był człowiekiem zamożnym, cieszącym się dużą liczbą dzieci (jak na pobożnego Żyda zresztą przystało), dużymi stadami i wielką posiadłością. Wszystko to zostało mu nagle odebrane niejako na wniosek szatana, który chciał przeprowadzić na nim obrzydliwy eksperyment: załamie się czy nie, będzie złorzeczył Bogu czy nie? I tak Hiob zostaje z niczym, opuszczony przez przyjaciół, wyśmiewany przez żonę i zarażony najgorszą z możliwych chorób – trądem. Każdy inny w tym momencie załamałby się i szatan pewnie dowiódłby swego. Dążył zresztą bardzo do tego, by Hioba przycisnąć do ziemi, skoro on dobrowolnie upaść nie chciał. Wysłał do niego kolegów, którzy ze swadą przekonywali, że co to za Bóg, który na swojego oddanego sługę zsyła takie nieszczęście.

Co odpowiedział Hiob? „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Hi 1, 21). Jest to chyba najlepszy komentarz do naszych rozważań i z tą myślą zostawiam Cię dziś, Drogi Czytelniku.

marrus