Dzisiaj obchodzimy Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata.

Wieńczy ona kalendarz Roku Liturgicznego. Tym samym mogą pojawiać się pytania: jakimi drogami prowadził nas Kościół? Czego uczy mnie dzisiaj Chrystus?

Postanowiłem więc zapytać o to dzisiejszego kaznodzieję – ks. Piotra Domarosa.

ks. Piotr Domaros: Wizja Sądu Ostatecznego jest jak podanie przez nauczyciela kryteriów obowiązujących na maturze. Sensem tej ewangelijnej sceny jest zwrócić uwagę na to, co rzeczywiście jest istotne w życiu. Jest to miłość, czyli takie dbanie o dobro człowieka, żeby doprowadziło go do Nieba.

Wczoraj Ojciec Święty, podpisując adhortację apostolską „Africae manus”, zachęcił wszystkich wiernych, by pogłębiali swą wiarę tak, by stali się prawdziwą solą ziemi. Jak Ksiądz myśli, co to znaczy stawać się „solą ziemi”?

Dobre pytanie. Rolą soli jest ochronić przed zepsuciem i nadawać smak. Chrześcijanin w świecie ochroni świat przed zepsuciem i nadaje koloryt życiu przez to, że żyje nauką Chrystusową. A nauka Chrystusa jest prosta: skoro będziemy sądzeni z miłości, tzn., że to ona utrzymuje świat w istnieniu i nadaje barwy ludzkiemu życiu.

Skąd wiemy, że to właśnie z miłości będziemy sądzeni?

Wiara się skończy, nadzieja się spełni, a miłość pozostanie. Rolą wiary jest podprowadzić pod ostateczne spotkanie z Bogiem, nadziei dać siły do wytrwania w drodze do spotkania z Bogiem, natomiast miłość jest już przygotowaniem do życia w Niebie. Bóg jest Miłością, dlatego w Jego Królestwie obowiązuje prawo miłości. Ona jest warunkiem i zasadą tego Królestwa już tu na ziemi. Miłość jest czymś stałym, niezmiennym. Wszystko inne się zmienia.

Dziś każdy chce sobie sam układać swoje prawa. Nawet prawo miłości. Co daje nam pewność, że miłość, której uczy nas Chrystus, jest tym najbardziej obiektywnym prawem?

Po pierwsze – Chrystus jest Bogiem, po drugie – historia ludzkości to pokazuje. Zmieniają się systemy polityczne, gospodarcze, struktury społeczne, a człowiek dalej odnajduje się w pełni właśnie w tej miłości, którą głosi Chrystus. Przykładem może być pani Irena Sendler, która uratowała ok. 2500 dzieci w czasie II wojny światowej. Jedynym powodem była miłość. Miłość ta pozwoliła jej przetrwać czasy faszystowskie, później komunistyczne (szykanowanie przez komunistyczne władze). Jej postawa została zauważona i doceniona wiele lat później.

Dzisiaj w Ewangelii Chrystus mówi o 6 uczynkach co do ciała. Wskazał Ksiądz, że liczba 6 (jako symbol czegoś, co niepełne) domaga się dopełnienia. Powiedział Ksiądz, że dopełni go 7. uczynek, który należy już do nas. Co jest tym uczynkiem?

7. uczynek to też pewien symbol. Bł. Jan Paweł II w 2002 r. w Łagiewnikach użył sformułowania: wyobraźnia miłosierdzia. Miał na myśli to wszystko, co człowiekowi jest jeszcze potrzebne do godnego życia. To ja, żyjący blisko innych ludzi, powinienem zauważyć, z czym boryka się mój brat i siostra. Zwykłe rzeczy, które czynią nas niezwykłymi ludźmi. Np. pomoc w znalezieniu pracy, zwykła pomoc sąsiedzka, jak i cała gama uczynków miłosierdzia co do duszy. Idzie o to, by objąć całego człowieka: jego ciało, psychikę i życie duchowe troską miłości.

Troska miłości czy litość?

Różnica jest bardzo delikatna. Gdy matka słyszy prośbę dziecka mającego alergię na czekoladę o to, żeby mu ją dała i kierując się litością spełni tę prośbę, to niestety ze szkodą dla dziecka, dla jego zdrowia. Matka, która kieruje się miłością, nie powinna tej prośby spełnić, bo dba o jego rzeczywiste dobro, patrząc daleko w przyszłość. Można poczynić odruch serca dla zaspokojenia własnego JA bądź „zaspokoić czyjąś potrzebę”, a można włożyć trud współodczuwania i zatroszczyć się o rzeczywistą potrzebę.

rozmawiał ŁB