Mamy papieża! Wszystkie stacje telewizyjne i radiowe od wczorajszego wieczora mówią o jednym – mamy papieża!

Podkreślają zaskoczenie, że wybór padł właśnie na tego kardynała. Duch Święty, jak widać, nie kierował się sondażami, typowaniami, zakładami bukmacherskimi.

Skąd to zaskoczenie? W wizji Kościoła, kreowanej przez większość dziennikarzy skupiających się na tropieniu sensacji, nagłaśnianiu i wyolbrzymianiu afer, skandali, a więc wszystkiemu, co może służyć deprecjonowaniu Kościoła i jego roli, nie mieści się kardynał, który nie mieszka w rezydencji, jeździ autobusem, myje nogi chorym na AIDS, odwiedza slumsy… I ten właśnie kardynał został postawiony na czele Kościoła. Imię, które obrał, jednoznacznie wskazuje na styl jego kapłaństwa, opartego na służbie drugiemu człowiekowi. Św. Franciszek „kochał, żył, działał i mówił jak Chrystus” (słowa Piusa XI). Ewangelia – ona stanowi regułę zakonu św. Franciszka; i tak kochać, żyć, działać i mówić chce papież Franciszek…

Co w tym zaskakującego? Miłość bliźniego to przecież fundamentalne przykazanie chrześcijanina. A wszystko, co czynił św. Franciszek,  i co do tej pory – jak dowiadujemy się z kolejnych medialnych przekazów – czynił w swej kapłańskiej posłudze argentyński kardynał Bergoglio, wynika z miłości bliźniego.

Nowo wybrany Ojciec św., już przez dziennikarzy nazwany Papieżem Ubogich, stoi przed trudnym zadaniem. Tak wiele oczekiwań, nadziei jest związanych z tym pontyfikatem. Św. Franciszek, podejmując się odbudowy Chrystusowego Kościoła, również na swe barki wziął ciężki krzyż. Wielu go nie rozumiało, nawet uważało za szaleńca, ale też wielu poszło śladem Biedaczyny z Asyżu. On pokazał, na czym polega prawdziwa radość życia, płynąca z miłości Boga, człowieka i świata. Upowszechniając ideę doskonałego ubóstwa, samozaparcia i poświęcenia, miłosierdzia,  bezwarunkowej wiary w Ewangelię, św. Franciszek wskazał drogę i szansę moralnego odrodzenia XIII – wiecznego Kościoła. Taką drogę wskazuje papież Franciszek. Módlmy się, jak o to prosił, w jego intencji.

jj