Listopad związany jest od dawna w tradycji Kościoła z zadumą nad przemijaniem, śmiercią i życiem wiecznym. Refleksjom katolików towarzyszą wtedy konkretne czyny i zwyczaje, wśród których najważniejsze są udział w nabożeństwach za zmarłych oraz modlitwa nad grobami bliskich. Nic więc dziwnego, że w liście pasterskim – czytanym podczas mszy 13 listopada – biskupi poruszyli temat coraz bardziej popularnej w Polsce kremacji zwłok, zalecając niepodejmowanie pochopnych decyzji co do jej stosowania.

Wśród wielu ważnych argumentów natury teologicznej, przemawiających za podtrzymaniem tradycyjnego zwyczaju grzebania ciał zmarłych, we wspomnianym liście pojawiają się również racje praktyczne, przypominające o znaczeniu i wadze symboli w życiu człowieka. W tym właśnie duchu piszą na przykład biskupi, że „konsekwencją kremacji może być zanikanie tradycyjnych cmentarzy jako miejsca czasowego spoczynku zmarłych”. Dodają ponadto, iż „groby na cmentarzu są nie tylko pamięcią o zmarłych, ale wyrażają związek z poprzednimi pokoleniami tak w wymiarze rodzinnym, jak i narodowym”.

Trudno wyobrazić sobie, by tradycyjne pogrzeby w przyszłości w ogóle już się nie zdarzały, a zamiast cmentarzy z grobami, powstawały jedynie długie kolumbaria. Nie o to zapewne chodziło autorom listu. Idąc za jego przesłaniem, warto jednak zastanowić się, czy wzrastająca popularność kremacji nie jest czasami przejawem współczesnego życia w pośpiechu, egzystencji na skróty, której niezbyt wygodnie wobec ciężaru wszelkiej dosłowności? Czy moda na modlitwę nad urną z prochami, nie jest kontynuacją tych naszych zachowań, które pozwoliły nam wyprowadzić śmierć z domu do szpitali i hospicjów, zastępując refleksję nad jej sensem doniesieniami z gazet i wieczornych dzienników? I czy nie jest w końcu tak, że współczesnemu życiu, któremu patronuje pełna emocji zmiana, widok nieruchomego ciała wydaje się odrobinę nie na miejscu?

Troska Kościoła o zachowanie tradycyjnej formy pochówku nie jest próbą pokazania, że istnieje jedna tylko właściwa droga pogrzebania zmarłego. To raczej zwrócenie uwagi, by pamiętać, że tradycja i jej symbolika mają moc wzbogacania podawanego przez wiarę sensu życia i śmierci.

 matwlo